
Mój debiut; 01 1T 1956r. 28.10. POL – NOR 5:3
4 gole strzelił E. Pol trenerem był R. Koncewicz
Kiedy pierwszy raz obejrzałeś z trybun mecz reprezentacji Polski?
– Dokładnie 28 października 1956 roku. To był szczególny okres. Zaledwie dwa dni wcześniej odbył się pod Pałacem Kultury kilkusettysięczny wiec poparcia dla Władysława Gomułki, który jawił się wówczas ludziom jako symbol wolności i niezależności od ZSRR. Ba, na Warszawę maszerowały już stacjonujące w Polsce wojska radzieckie, zatrzymane ostatecznie na rozkaz Nikity Chruszczowa. Wrzało również na Węgrzech. Wszyscy mieliśmy ogromne nadzieje, oddychaliśmy pełną piersią, tym bardziej ze właśnie tego dnia został wypuszczony z internowania prymas kardynał Stefan Wyszyński.
Zmiany w życiu politycznym nie ominęły oczywiście naszego sportu i piłki nożnej. Klubom przywracano tradycyjne nazwy, wracali działacze i trenerzy szykanowani w czasach stalinowskich. Jednym z nich był Henryk Reyman, który znalazł się w gronie selekcjonerów przed twoim debiutanckim spotkaniem z Norwegią…
– Tych spraw wtedy dokładnie nie kojarzyłem. Miałem raptem szesnaście lat. W kierunku Stadionu Dziesięciolecia maszerowały tłumy ludzi, jechały autobusy, tramwaje. Ostatecznie na widowni znalazło się ponad 50 tysięcy osób. Polacy zwyciężyli 5:3 (4:0), a bohaterem dnia został Ernest Pol – zwany przez kolegów „Nochalem” – który zdobył aż cztery gole.
Nasza drużyna grała w składzie:
Edward Szymkowiak (Józef Machnik) – Horst Mahseli, Roman Korynt, Jerzy Woźniak, Czesław Suszczyk, Edmund Zientara, Pol, Henryk Szymborski (Czesław Uznański), Henryk Kempny, Edmund Kowal, Krzysztof Baszkiewicz. Pamiętam, że nie dotarł na czas zagraniczny sędzia, którego zatrzymało trwające wówczas Węgierskie Powstanie i z gwizdkiem pojawił się na murawie Franciszek Fronczyk jeden z najlepszych wówczas arbitrów.. Rywale nie protestowali, był to mecz towarzyski. W reprezentacji Polski wystąpiło sześciu zawodników stołecznego klubu –CWKS Warszawa.
Wprawdzie był to premierowy występ biało-czerwonych na Stadionie Dziesięciolecia, ale oficjalne otwarcie tego obiektu nastąpiło kilkanaście miesięcy wcześniej…
– Oczywiście. Został wzniesiony, głównie z gruzów stolicy, tylko w jedenaście miesięcy. Uroczyste przekazanie nastąpiło 22 lipca 1955 roku, z okazji V Światowego Festiwalu Młodzieży i Studentów. W inauguracyjnym spotkaniu reprezentacja Stalinogrodu (jak wtedy nazywały się Katowice) pokonała Warszawę 2:1. Autorem pierwszej historycznej bramki był Czesław Ciupa – wtedy skrzydłowy bytomskiej Polonii, ale wkrótce trafił do Legii. Dla równowagi pierwszego gola na inaugurację Stadionu Śląskiego rok później strzelił Jerzy Wozniak obrońca CWKS Warszawa, był to gol samobójczy w potyczce z reprezentacja NRD. Strzelec pierwszego gola miał otrzymać nagrodę. Nikt się nie zgłosił.
Z wyjazdów, jakie zapamiętam do końca życia, był wyjazd z przygodami do Szczecina – na mecz z Norwegami oraz ewentualny debiut Włodzimierza Lubańskiego. Z uwagi na jego młody wiek, miał wówczas 16,5 roku, i do dzisiaj jest najmłodszym debiutantem w reprezentacji. W latach sześćdziesiątych wyprawa z Warszawy do Szczecina to była podróż „na drugi koniec świata”.
Dziś, gdy kibice wędrują za swoimi ukochanymi drużynami po całym świecie, wydaje się to nieprawdopodobne. Wyjazd i powrót ze Szczecina zabrał mi prawie cztery dni. Rodzina martwiła się czy nic mi się nie stało, ale po takim sukcesie (9: 0), oraz golu Włodka w debiucie, nie chciało mi się od razu po meczu wracać do domu, tym bardziej, że była to moja pierwsza wizyta w tym mieście. Wtedy kibicowanie i podróżowanie było przyjemnością, nie licząc trudów i samych warunków przemieszczania się przez całą Polskę, ludzie byli bardziej życzliwi i chyba lepiej wychowani, nie było tyle chamstwa i szowinizmu, co teraz.
Piłkarze Norwegii grali z Polską osiemnaście razy – wygrali cztery razy, trzy razy w meczu padł remis i jedenaście razy schodzili z boiska pokonani (bramki 26:55):
Ja kibicowałem Polskiej Reprezentacji w jej 6 kolejnym meczu z Norwegią, ale moim i Polski pierwszym meczu rozgrywanym w Polsce z Norwegią po II Wojnie Światowej.
* 28.10.1956, Warszawa: POLSKA-NORWEGIA 5:3 (Pol 4, Kempny – Dybwad 2, Kure)
* 04.09.1963, Szczecin: POLSKA-NORWEGIA 9:0 (Szołtysik 2, E.Faber 2, Lubański, Gałeczka, B.Blaut, Bazan 2)
* 27.08.1969, Łódź: POLSKA-NORWEGIA 6:1 (Lubański 2, Marx 2, Deyna, Brychczy – Iversen)
* 24.03.1987, Wrocław: POLSKA-NORWEGIA 4:1 (Furtok, P.Król, J.Urban, Prusik – Sundby)
* 13.10.1993, Poznań: POLSKA-NORWEGIA 0:3 (J.Flo, Fjørtoft, Johnsen) – el.MŚ
* 24.03.2001, Oslo: NORWEGIA-POLSKA 2:3 (Carew, Solskjær – Olisadebe 2, Karwan) – el.MŚ
* 01.09.2001, Chorzów: POLSKA-NORWEGIA 3:0 (Kryszałowicz, Olisadebe, Marcin Żewłakow) – el.MŚ
Na przestrzeni 45 lat ( 1956-2001) dopingowałem Polską Reprezentacje w 7 spotkaniach, w 6 zwycięskich i 1 porażkę.
Bramki 30:10. Pierwszy mecz z Norwegią oglądałem w XX wieku, zaś pierwszy na wyjeździe w Oslo w XXI już wieku i podobnie zwycięskim. Ponadto miałem przyjemność oglądać reprezentację Norwegii w 3 meczach w M. Świata, oraz 2 w M. Europy oraz reprezentację kobiet podczas I. Olimpijskich w Sydney
Na igrzyskach olimpijskich, oprócz finału w piłce nożnej mężczyzn Kamerun -Hiszpania oglądałem zmagania kobiet – mecz o 3 miejsce Niemcy-Brazylia oraz finał Norwegia-USA. Mecz był fantastyczny, trzymał w napięciu do ostatniej minuty, ba, sekundy kiedy Norweski wyrównały a w dogrywce zdobyły złotą bramkę.
Finał NOR – USA 3:2 (1:1,2:2) Stadium
Więcej informacji można dowiedzieć się z ksiązki mojego autorstwa, „Tajemnice Króla Kibiców”
Pozdrawiam
Andrzej „BOBO” Bobowski





