Rano nie chce nam się wstać, ale zaczyna kropić deszcz, więc trzeba się zwijać. Szybkie śniadanie pod parasolem. Dojadamy krewetki ( te jako chyba jedyne są tańsze niż u nas) robimy kawę i kanapki na drogę (z tuńczykiem i majonezem) i ruszamy. Jako że pogoda nie jest najlepsza, zostawiamy na później Drogę Trolli i dalsze fiordy. Dzisiaj pojedziemy do miasteczka Allesund, które po pożarze zostało w całości odbudowane w stylu secesyjnym, przez co jest dość nietypowe. Leży nad Atlantykiem na wyspach.
Po drodze odwiedzamy Andalsnes, nazywane „alpejskim miastem nad fiordem”, w którym jest kaplica umieszczona w wagonie kolejowym.
Po wczorajszych opłatach drogowych, spodziewamy się ich również tutaj, na szczęście nie ma ich zbyt wiele.
Parkujemy w centrum. Źle odczytujemy po norwesku cenę za parking „12kr / time” i płacimy 24 myśląc, że bierzemy 2 godziny. A tu wyskoczył nam bilet z godziną 9 rano następnego dnia! Tak długo tu chyba nie zostaniemy.
Chodzimy po centrum, oglądamy piękne kamienice, ładny port, na ulicach jakoś pusto. Idziemy również na punkt widokowy, do którego prowadzi 418 stopni. Widok z góry jest oczywiście oszałamiający. Większość kamienic ma taki sam dach, w dodatku wszystkie są na stromych wyspach, które wystrzeliwują z wody.
Droga Trolli – już na wjeździe mijamy znak uwaga Trolle. Do tej pory nie udało nam się jeszcze spotkać ani łosia ani trolla. Zaczynają się serpentyny, są ciasne, droga wąska, jedziemy czasem na dwójce, a mijamy się w specjalnych zatoczkach. Mgła dodaje miejscu małego dreszczyku. Na szczycie znajdują się miejsca z pamiątkami. Dalej zaczynają się płaskie tereny, tutaj niektórzy postanawiają się rozbić. My zjeżdżamy w dół do miasteczka słynącego z planatcji truskawek. Może jeszcze zdążymy na prom?
Udaje się. Jesteśmy po drugiej stronie i od razu koło promu stajemy na kempingu. Jest 22-ga. Pani z kempingu była w Krakowie, na dodatek pomyliła się przy wydawaniu reszty, byłby to najtańszy nocleg w historii, gdybym nie oddał pani 100 koron.
Źródło: cwiklinski.com.pl









